Cześć moi kochani! Minął już rok od zamknięcia bloga. Nie żałuję, że to zrobiłam, musiałam zacząć nowy rozdział w życiu, a ta historia za dużo miała związku z dawną mną. Bardzo dziękuję za tyle wyświetleń i komentarze. Wesołych Świąt.HITSimagenologoRESIZED_0

Rozdział Czterdziesty Pierwszy

 Uznałam, że nie ma sensu opisywać wyprawy Hermiony, Harry’ego i Rona do Ministerstwa Magii. Wszystko wydarzyło się tak jak w oryginalnej książce. Teraz są już w namiocie, w lesie, Hermiona poskładała Rona i tak dalej i tak dalej. Miłego czytania.

Kiedy Hermiona wyszła z namiotu, oślepiło ją zachodzące słońce. Przeciągnęła się, usiadła przy wejściu i położyła różdżkę na kolanach. Rozejrzała się. W lesie robiło się coraz ciemniej. Przez drzewa prześwitywały ostatnie promienie słoneczne. Otworzyła książkę i starała się czytać w słabym świetle wyczarowanego płomienia.

Musiała tu siedzieć do końca swojej warty. Tak, warty. Każdy musiał odsiedzieć przed namiotem trzy godziny. Dzisiaj Hermiona była pierwsza. Była dwudziesta druga. Jeszcze jakiś czas tu posiedzi. Co chwilę rozglądała się czy dookoła nie widać niczego niepokojącego. Oczywiście, otoczyli teren zaklęciami maskującymi, ale lepiej jest mieć pewność.

Około pierwszej Ron ją zmienił. W tym stanie nie powinien był stawać na warcie, ale potrafi być bardzo uparty. Ziewnęła szeroko i poszła do prowizorycznej łazienki wziąć prysznic (wodę wyczarowała sama) i przebrać się w długą, za dużą koszulkę, w której spała. Wsunęła się pod kołdrę na swojej pryczy, ale nie mogła zasnąć. Wreszcie ułożyła się jak najbliżej ściany i zamknęła oczy. Nagle poczuła rękę obejmującą ją w talii. Odwróciła się i znalazła się dwa centymetry od twarzy Harry’ego.

- C-co ty robisz?

- Ja? Nic, chciałem cię tylko przytulić.

Uśmiechnęła się.

- Skoro tak.

Wtuliła się w jego klatkę piersiową, a on zanurzył twarz w jej włosach. Po chwili ich wargi się odnalazły. Ich usta były stworzone aby być razem. Ich ramiona istniały po to, by być blisko, a oczy, żeby mogli się w nich zatracić, jakby jutra już nie było.

Pociągnęła go na siebie i zarzuciła mu ramiona na szyję. Delikatnie wsunął dłonie pod jej bluzkę i gładził ją po brzuchu i plecach. Ale ona chciała więcej. Pragnęła być blisko niego. Pragnęła by ta chwila się nie kończyła…

- Ekhem, Ekhem.

Oderwali się od siebie i spojrzeli w stronę wejścia do namiotu, gdzie stał Ron.

- Harry, chciałem cię tylko poinformować, że teraz twoja kolej.

Co? Tak szybko? Niemożliwe, że minęły trzy godziny. Ron coś kręci. Ale dlaczego, dlaczego na Boga, on musiał wejść właśnie teraz?! Gdyby już nie był ranny…

Harry zaśmiał się cicho w jej usta, po czym wstał i wyszedł z namiotu próbując się nie dusić. Ron odprowadził go wzrokiem i rzucił się na swoją pryczę. Hermiona, również pękając ze śmiechu, schowała twarz w poduszkę. Z czego właściwie się tak chichra? Nie wiedziała, ale nie mogła przestać.

Następnego dnia starała się porozmawiać z Harry’m, ale jakimś dziwnym trafem, zawsze w tej chwili zjawiał się Ron. W końcu nie wytrzymała. Kiedy razem z Potterem zbierała drewno i zobaczyła zbliżającą się rudą czuprynę, warknęła:

- On się bawi w przyzwoitkę czy o co chodzi?

Harry roześmiał się.

- Czasami mam ochotę urwać mu głowę, więc lepiej niech nosi porządne ochraniacze.

Nieświadomy zabójczych zamiarów Ron swobodnie przyglądał się ich pracy.

- No cześć. Co robicie?

- Nie widać? Zostawiłeś namiot i wszystkie rzeczy? – mruknął Harry, zerkając na niego z pode łba.

- No tak. Przecież to niedaleko. Chciałem wam pomóc.

Chcąc, nie chcąc cała trójka skończyła pracę w milczeniu i wrócili do prowizorycznego obozowiska. Hermiona przeszukała szafki w poszukiwaniu czegoś na kolację. Jeśli pokombinuje, to może uda jej się zrobić naleśniki. Poszła poszukać jagód i jeżyn, zanim się ściemni.

Nagle usłyszała hałas. Ruszyła w tamtym kierunku. Stanęła tak daleko, jak jej na to pozwalała bariera zaklęć i nasłuchiwała. Zamarła. Zza drzew wyszło trzech szmalcowników. Jeden z nich niósł jakąś pobitą dziewczynę na rękach. Była nieprzytomna. Jeden z nich, kiedy koło niej przechodził, zatrzymał się.

- Co jest, Scabior?

Szmalcownik cofnął się stanął naprzeciwko Hermiony. Dziewczyna wstrzymała oddech. Wiedziała, że jej nie widzi, ani nie słyszy, ale bała się cofnąć.

- Czuję zapach. – mruknął Scabior. Wpatrywał się w przestrzeń, gdzieś ponad jej ramieniem.

- Rusz dupę. Nie mamy całej nocy.

Scabior jeszcze chwilę spoglądał w jej stronę, ale potem odszedł z resztą szmalcowników. Hermiona nabrała powietrza. Podskoczyła, kiedy obok niej stanął Harry.

- Twoje zaklęcia jednak działają.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

- A co, wątpiłeś?

- Skąd. Jakbym śmiał.

Hermiona westchnęła.

- Ale wyczuł moje perfumy.

- Nie zrozum mnie źle, bardzo lubię twoje perfumy, ale może następnym razem ich nie używaj. – powiedział Harry, kiedy wracali do namiotu. Roześmiała się. Ron czekał na nich przy wejściu z ponurą miną.

56bd57874863c7d65c0120eb5d42dcb2

 

Ech, to by było jak na razie na tyle. To cześć, moi kochani czytelnicy. Do następnego wpisu! Chyba…
Hermi

***

Cześć, Kochani!
Za miesiąc święta, listy do Mikołaja już napisane? Dawno mnie to nie było, co?

Jakby wam to… no nie będę owijać. Jestem chora. I chyba nie będę w stanie prowadzić dalej tego bloga. Mam w zapasie 1,5 rozdziału. Nie wiem czy chcecie to przeczytać.

Harmione było moim pierwszym dziełem i uważam, że jednocześnie najsłabszym. Jednak ten blog zawsze będzie da mnie ważny, ponieważ tu zaczęłam. Tu poznałam mnóstwo wspaniałych osób, tu się rozwijałam, zaczynałam pisać coraz lepiej. Ale myślę, że chyba już czas to skończyć. Będę wchodzić tu co jakiś czas. Coś napiszę, może nawet na temat, odpowiem na komentarze.
Ale niestety już nie mogę dłużej tego ciągnąć.

Jeżeli chcecie mnie znaleźć gdziekolwiek, to mój rozpoznawczy nick brzmi Aschita. Jestem na Wattpadzie i w ogóle… Prawie zawsze to jestem ja.

Chcę znać waszą opinię na ten temat. Chcecie przeczytać „urwany”  rozdział? Dać mi jakieś rady? O coś poprosić? Proszę bardzo. Nie krępujcie się.

Wasza
Hermi

Taaak! Ja wciąż żyję ;3 A skoro już tu jestem to opowiem wam sen, który wytworzyła moja chora psychika xD No więc po raz kolejny śnił mi się Harry Potter.

Byliśmy sobie w Hogwarcie i nagle przychodzi Umbridge. Ma jakieś cukierki i karze je wszystkim jeść. No to ustawiamy się w kolejeczce. (Czemu jej słuchaliśmy? xD) Ja na pierwsza dostałam cuksa, ale nie zjadłam, tylko się rozglądam po wszystkich. Okazało się, że te cukierki sprawiają, że całujesz osobę, która jest najbliżej xD No to biegnę do Harry’ego i Rona. Mówię im, żeby nie jedli, ale za późno, bo Potter łakomy na cukierki. I skończyło się na tym, że Harry się na mnie rzucił i się z nim całowałam xD No psychiczny sen. Nie to, żebym miała coś przeciwko całowaniu Harry’ego…
3f2d8a7c4754bd1e608b3bf20e87c455
Hermi

No więc, moje Wizzy kochane.

Ostatnio zdarzyło mi się w życiu parę przykrych rzeczy. Jak każdemu z resztą często się dzieje. Ale ja przestałam sobie z tym radzić. Kocham Was, z całego serca, więc od razu mówię: nie zawieszam bloga na zawsze. Góra na dwa, trzy miesiące. Przepraszam. Ale śmierć Zacka i to wszystko… Nie daję sobie już rady.

Dlatego wstawiłam niespodziankę i zawieszam bloga. Ale bez obawy. Wrócę. Rozdziały pojawiają się o wiele rzadziej niż bym chciała. Chcę to naprawić. Wrócę. Nie martwcie się c: 

Kocham Was,
Hermi

*Rozdział specjalny* „Wspomnienia”

- O nie. – jęknął Neville. – Gdzie jest Teodora?

Leżał płasko na ziemi i szukał ropuchy pod siedzeniem pociągu.

- Pomogę ci jej poszukać. – zaproponowała jedenastoletnia Hermiona Granger, zaglądając na półkę z bagażami. Poznała chłopca dopiero dzisiaj. Był trochę niezdarny, ale miły. Cieszyła się, że będzie kogoś znała w nowej szkole.

Kiedy przeszukali już cały przedział, postanowiła, że poszuka Teodory na korytarzu. Uważnie się rozglądając, przeszła przez pół pociągu i zatrzymała się przed losowymi drzwiami. Otworzyła je i stanęła w progu. W przedziale siedzieli dwaj chłopcy. Resztę siedzeń zajmowały słodycze wszelkiego rodzaju. Jeden z nich, który właśnie próbował czekoladowej żaby miał rude włosy i piegowaty nos. Drugi miał czarną czuprynę, zielone oczy i okulary.

- Cześć. Nie widzieliście ropuchy? Neville swoją zgubił.

- Nie. – rudy chłopak rzucił jej krótkie spojrzenie, po czym wrócił do objadania się. Ten drugi wciąż jej się przyglądał.

- Yyym… Wy jeszcze nie przebrani? Zaraz będziemy na miejscu. – powiedziała, chcąc podtrzymać rozmowę. Usiadła na przeciwko chłopców. – A tak w ogóle, to nazywam się Hermiona Granger.

- Ron Weasley. – mruknął rudy chłopak, patrząc na nią  niezbyt przyjaźnie.

- Harry Potter. – powiedział ten drugi. Wciąż przyglądał się Hermionie, której małe serduszko lekko drgnęło pod wpływem jej spojrzenia.

***

Harry spojrzał na spetryfikowaną Hermionę. Pustym, niewidzącym wzrokiem patrzyła przed siebie. Dotknął jej dłoni.

- Jak źle, że tu leżysz. Właśnie teraz. Kiedy jesteś nam tak bardzo potrzebna.

***

- Durny, durny, durny Weasley.

Hermiona siedziała nad książkami w bibliotece, ale nie miała głowy do nauki. Wciąż była wściekła, na Rona. Ten kompletny idiota uparł się, że jej kot, Krzywołap zjadł Parszywka. A mogło być tak dobrze. Już prawie się pogodzili po tej aferze z Błyskawicą, aż tu nagle wpadł Ron z zakrwawionym prześcieradłem i sierścią kota.

Westchnęła. To były chyba jej najgorsze, jak do tej pory, dwa tygodnie w Hogwarcie. Ani Harry, ani Ron nie odzywali się do niej. Jasne, czasem rozmawiała z Ginny, albo kimś innym, ale to nie to samo.

Ciężko jej było samej. Tęskniła za chłopakami.

***

Black wymierzył różdżką w Harry’ego. Hermiona zasłoniła go własnym ciałem.

- Jeśli chcesz go zabić, to musisz zabić i mnie!

***

- Expecto… Expecto Patronum! Hermiono pomóż mi! EXPECTO PATRONUM!

Z różdżki Harry’ego unosiły się tylko strzępki srebrnej mgły.

- Ex… pecto… Expecto… - Hermionie udało się stworzyć tylko kilka iskier. Zaczęło jej się robić ciemno przed oczami. Setki dementorów wciąż się do nich zbliżały. Osunęła się na kolana obok Syriusza. Upadłaby, ale Harry ją przytrzymał. Wciąż próbował wezwać patronusa. Kiedy Hermiona mdlała, czuła jak Harry mocniej ją przytula.

***

- Nie, nie, nie. To mi się wcale nie podoba. – mruknęła Hermiona w plecy Harry’ego.

Grzbiet Hardodzioba był gładki i łatwo było się ześlizgnąć, więc kurczowo obejmowała w pasie siedzącego przed nią chłopaka.

Harry parsknął śmiechem, kiedy usłyszał, jak mamrocze.

- Nie bój się. Nie spadniesz.

Spojrzała na niego. Tak słodko się uśmiechał.

***

- Harry!

Tłum wciąż ciągnął ją do przodu. Ręka Harry’ego wyślizgnęła się z jej dłoni, kiedy upadł. Przecież ludzie go stratują!  Jeden z irlandzkich namiotów przewrócił się tuż za Hermioną. Nie miała szans teraz po niego wrócić, mimo to szarpała się, kiedy Ron ciągnął ją dalej.

***

- Jak się czujesz?

- Chyba nie najgorzej…

- Dasz sobie radę…

Hermiona powiedziała to bez przekonania.

- Mhm…

Tak strasznie się denerwowała. Stała za kotarą namiotu dla reprezentantów. Starała się pocieszyć czwartego reprezentanta, ale była jeszcze bardziej zestresowana niż Harry.

Nic mu nie będzie… prawda? Tak dużo ćwiczyli, na pewno jest przygotowany. Wszystko będzie dobrze. Oczami wyobraźni widziała, jak smok rozrywa Harry’ego na strzępy.

„Nie ja nie wytrzymam!”

Odepchnęła kotarę i rzuciła mu się na szyję. Harry nie może umrzeć. Za bardzo jej na nim zależy.

***

 Ocknęła się, kiedy wypłynęła na powierzchnię. Rozległy się wiwaty. Krum ciągnął ją w stronę brzegu. Potem pomógł jej wyjść z wody. Owinięto ich ręcznikami. Szkolna pielęgniarka wcisnęła jej w ręce kubek z czymś gorącym.

- Wszystko w porządku? – spytał Wiktor.

Hermiona łyknęła z kubka. Napój od razu ją rozgrzał.

- Tak, wszystko dobrze.

Widownia ponownie krzyknęła. Z wody wynurzył się Cedrik z Cho. Kiedy dopłynęli do brzegu, Ludo Bagman oznajmił koniec wyznaczonego czasu. Hermiona dopiero teraz zauważyła, że Fleur stoi tuż obok. Wpadła w histerię i wyglądała, jakby zaraz miała wskoczyć do wody. Madame Maxime trzymała ją za ramiona.

Ale gdzie Harry z Ronem? Skoro wciąż jest pod wodą, to oznacza, że się nie zakwalifikuje! A co jeśli coś mu się stało? Albo zabłądził? Dlaczego Dumbledore nic z tym nie zrobi?

Powierzchnia jeziora zafalowała. Pojawił się Harry, Ron i mała,  blondwłosa dziewczynka, uderzająco podobna do Fleur. Hermiona odetchnęła z ulgą. Gdy tylko wyszli na brzeg, Fleur przytuliła dziewczynkę i zaczęła sprawdzać, czy nic jej nie jest. Hermiona natomiast podbiegła do Harry’ego. Ściągnęła z siebie ręcznik, założyła mu na ramiona i pocałowała go w czoło.

- Nic ci nie jest? Wszystko w porządku?

- Ta-ak. Ale jestem ostatni.

- Nie ostatni! Fleur nie poradziła sobie z druzgotkami.

Sędziowie burzliwie się naradzali. W końcu Ludo Bagman odwrócił się w stronę trybun i magicznie nagłośnionym głosem oznajmił:

- Cóż, mimo, że pan Potter wypłynął ostatni, to prawie jednogłośnie – tu spojrzał z odrazą na Karkarowa. – stwierdziliśmy, że należą mu się dodatkowe punkty, ponieważ uwolnił nie tylko swojego zakładnika, ale także zakładnika panny Delacour, która niestety musiała się wycofać. Tym samym zajmuje drugie miejsce razem z panem Diggory’m.

- Drugie miejsce! – Hermiona rzuciła się Harry’emu na szyję.

Tak, jeszcze jedno zadanie. Ale to już za nami. Teraz trzeba odpocząć.

***

- Hej, Hermi! Hermi! Poczekaj! – zdyszana Ginny dogoniła ją przy wejściu do wierzy Gryffindoru.

- No co jest?

- Cynamonowe jabłka. – podała hasło Ginny. Razem przeszły do Pokoju Wspónego. – Harry ma dziewczynę!

- Naprawdę?! Kogo? – Hermiona uśmiechnęła się szeroko.

Ginny była naprawdę podekscytowana.

- Cho Chang! Rozumiesz?!

- Haha, no najwyższy czas. Już traciliśmy nadzieję. Słuchaj, Gin, mam jeszcze dużo pakowania, a chcę zdążyć na ucztę. Pogadamy potem?

- Pewnie – ruda ruszyła w kierunku fotela przy kominku.

Z uśmiechem na twarzy Hermiona weszła do pustego dormitorium i zaczęła się pakować. To super, że Harry ma dziewczynę. Tak długo był sam. Taki świetny chłopak zasługuje na świetną dziewczynę. Na pewno będą razem szczęśliwi…

Ale skoro się uśmiecha, to dlaczego drży jej broda?

Skoro jest szczęśliwa, to dlaczego po policzkach płyną łzy?

***

- Nie. Nie! Harry, nie! – Hermiona cofała się, aż poczuła ścianę za sobą. – Nie, odłóż to. Tylko spróbuj, to cię zamorduję. Nie.

Gdyby tylko miała różdżkę… Ale zostawiła ją na stoliku, na drugim końcu Pokoju Wspólnego. Nie miała gdzie uciec. Harry zbliżał się nieubłaganie. W ręku trzymał… butelkę wody. Wszyscy na nich patrzyli. Ron i Ginny tarzali się ze śmiechu.

Hermiona pisnęła i wybrała drogę przez puste fotele przy oknie.

- Przepraszam! – krzyknęła, kiedy rozepchała sobie drogę pomiędzy dwoma piątoklasistami, siedzącymi na kanapie. Miała zamiar doskoczyć do stolika, na którym leżała różdżka, ale jej chłopak to przewidział. Zawróciła w stronę sypialni. Tuż przed nią na ziemi klękał Fred i sięgał coś z pod fotela. Hermiona w pełnej prędkość przeskoczyła przez niego i wpadła na ciemne schody.Była w połowie, kiedy Harry ją dogonił. Złapał ją, a po chwili poczuła wodę spływającą po włosach na kark. Odwróciła się.

- Wystarczy? – spytał Harry szczerząc zęby i podnosząc jeszcze w połowie pełną butelkę.

- Tak! Tak! Już! Co mam zrobić żebyś to odłożył?! – spytała roześmiana się Hermiona.

- Cóż… Myślę, że znasz odpowiedź.

Pocałował ją delikatnie, jakby prosząc o pozwolenie. W odpowiedzi przyciągnęła go mocno do siebie. Natrafiła plecami na ścianę. Harry jedną ręką objął ją w talii. Hermiona jedną wplotła w jego włosy.

Nagle drugą ręką Hermiona błyskawicznie wyrwała Harry’emu butelkę i wylała mu zawartość na głowę. Potem zataczając się ze śmiechu zbiegła schodami na dół.

***

- Um… Gin, chyba ktoś do ciebie!

- Co? – Ginny odwróciła się i spojrzała w tamta stronę. Uśmiechnęła się promiennie. – Oh, to ty Jake!

Podbiegła do chłopaka. Już miała go pocałować, kiedy przypomniała sobie co miała robić.

- Hermi, nie obrazisz się jeśli… Wrócę za pół godziny i ci pomogę! No może za godzinę… Ale skończę swoją część, tylko…

- No dobra, dobra! – roześmiała się Hermiona. – Idź.

Harry odprowadził ich wzrokiem, a potem podszedł do Hermiony.

- Jak idzie?

Hermiona wrzuciła garść wiśni do wiaderka.

- Wprost cudnie. Jeszcze tylko jakieś trzy ciężarówki.

- E, daj spokój, nie jest tak źle. Pomóc ci?

Hermiona roześmiała się.

- Nie, nie trzeba.

- O, Hermiono, kogo zabiłaś?

Znikąd pojawili się Fred i George. Fred wskazywał na czerwone od soku wiśniowego ręce Hermiony. George podkradł kilka owoców z wiaderka.

- Jeszcze nikogo, ale jeśli będziecie mi przeszkadzać, to nie obiecuję. – powiedziała Hermiona rzucając wiśniami w George’a.

- Okay, już, już. Spokojnie. Idziemy do miasteczka. Poznaliśmy ciekawe  koleżanki. – wyszczerzyli zęby.

Fred spojrzał najpierw na Hermionę, a potem Na Harry’ego i roześmiał się.

- Zostawiamy was samych. Tylko nie szalejcie.

Kiedy bliźniacy się oddalali, Harry pomagał Hermionie. Po chwili zaczęło padać. Od rana było duszno i zapowiadało się na deszcz. Godzinę temu zaczęły się zbierać ciemne chmury. Oboje uciekli, żeby się schować pod rozłożystą czereśnię. Siedzieli oparci o pień i słuchali bębnienia deszczu o liście. Harry ściągnął bluzę i dał ją dziewczynie.

Spojrzał na nią i zaparło mu dech w piersiach.

Była taka piękna.

Nie potrafił wyrazić tego słowami. Powiedzieć „cudowna” to za mało. Blada twarz, rumieniec, kropelki wody na rzęsach. Duże, orzechowe oczy, równe brwi. Delikatnie mokre włosy, lekki uśmiech. W za dużej bluzie i z kapturem na głowie…

- Jesteś taka piękna… – szepnął.

Hermiona spojrzała na niego i się zarumieniła.

- S-słucham?

- Jesteś przepiękna. – przysunął się bliżej i objął ją. – Hermiona, ja… Tak strasznie Cię kocham.

Dotknęła jego policzka. Miała ciepłą dłoń. Delikatnie musnęła ustami jego usta. Smakowała wiśniami.

- Ja też cię kocham, Harry.

Ten szept sprawił, że poczuł ciepło rozlewające się po ciele. Nigdy tego nie słyszał. Pewnie rodzice mówili mu to, kiedy był mały. Ale nie pamiętał. A teraz… Aż do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że potrzebuje miłości czy czułości, a teraz…

Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Chciał już nigdy jej nie wypuszczać. Bo teraz czuł, że ma przy sobie kogoś, dla kogo jest najważniejszy.

01.06

Drugie urodziny bloga!  ^-^ Tak, wiem, że to było wczoraj. Ale nie mogłam wtedy dodać postu ;c .

Niespodzianka wymaga dużo roboty, ale prace są w toku. Niestety,  pewnie zauważyliście,  że jestem strasznie leniwa… Ale, ale! Nie mogę wyjść w długi weekend,  więc postaram się naskrobać jak najwięcej.

Mówię wam to przy każdej okazji, ale bez was blog by nie istniał.  Dziękuję c:

tumblr_mkup4anNOv1rh7irao1_500

Hermi

 

Rozdział Czterdziesty

Hermionę obudziły promienie słońca, wpadające do salonu przez cienkie zasłony. Jęknęła cicho. Wciąż była zmęczona, a po spaniu na twardej kanapie, wszystko ją bolało.

Usiadła, mrużąc oczy. Ron wciąż smacznie chrapał, ale Harry’ego nigdzie nie było widać. Hermiona wstała i rozsunęła zasłony. Na Grimmauld Place trwał słoneczny poranek. Kobieta z wózkiem spacerowała chodnikiem. Z domu obok wybiegło kilkoro dzieci.

- Ron! Hej, Ron, obudź się.

Chłopak poruszył się.

- S-soooo? Która godzinaaaa?

Hermiona spojrzała na zegar.

- Ósma.

Ronald schował głowę pod poduszkę.

- No nieeee… Dlaczego mnie budzisz w środku nocy, kobieto?

- Przestań jęczeć. Gdzie jest Harry?

- Jak to gdzie? No, leży taaaam… – wciąż z głową pod poduszką wskazał ręką na kanapę.

- Raczej leżał. Dalej, rusz się i idziemy go poszukać. Mam nadzieję, że nie zrobił czegoś głupiego…

Ron zerwał się na równe nogi i rozejrzał się.

- Co?! Jak go nie ma?! – wykrzyknął, ale Hermiony już nie było.

Wyszła z salonu i zbiegła schodami do kuchni. Zapaliła różdżkę. Kiedy znalazła się poza zasięgiem słuchu pani Black, zaczęła wołać Harry’ego. Nikt nie odpowiedział. Rozejrzała się jeszcze trochę, po czym wróciła na górę.

Gdzie on może być? Miała nadzieję, że nigdzie nie poszedł sam. Jeśli wrócił do Nory…

Na pierwszym piętrze spotkała Rona. On też nie znalazł ani śladu Harry’ego.

- Harry! Harry, jesteś tam?! – krzyknęła w górę. Cisza.

Po obszukaniu dwóch pięter, wbiegła na samą górę. Może Harry jest w dawnym pokoju Syriusza?

Miała rację. Wpadła na niego w drzwiach.

- Harry! Gdzieś ty był? Czemu nie odpowiadałeś?

- Wołaliście mnie?

-TAK! Jakieś miliony razy. – Hermiona podeszła do barierki i krzyknęła w dół schodów – RON! Znalazłam Harry’ego!

- Świetnie! – rozległ się głos Weasleya. – Powiedz mu, że jest idiotą.

- Harry, Ron karze przekazać, że jesteś idiotą… Harry, co jest? – spytała na widok jego miny. Wpatrywał się w kartkę, którą trzymał w ręce. Wzrok miał jakby nieobecny.

- Spójrz.

Hermiona wzięła kawałek pergaminu, który okazał się być listem. Listem do Syriusza od… Lily Potter. Kiedy skończyła czytać miała łzy w oczach.

- Och, Harry…

Nie mogła się powstrzymać. Objęła go za szyję. Harry przez chwilę znieruchomiał, a potem przytulił ją mocno i oparł czoło na jej ramieniu. Dla Hermiony ta chwila mogła trwać wiecznie.

- Hermiono, popatrz na to.

Harry wpatrywał się w drzwi obok sypialni Syriusza. Dziewczyna puściła go i odwróciła się.

- Na co?

Harry wskazał na tabliczkę, przyczepioną na drzwiach. Była już trochę wyblakła, ale wciąż dało się przeczytać napis. Regulus Arcturus Black.

- Chwila… Regulus Arcturus Black… R.A.B. Harry, to jest to! Czyli, że tym, który wziął medalion jest brat Syriusza!

- Tak, tylko z tego co wiem to on nie żyje, a nie mamy kontaktu z Syriuszem. Cholera!

- Ale mamy coś! To pierwszy krok do odnalezienia medalionu! Trzeba przeszukać jego pokój…

Po schodach wbiegł Ron. Włosy wciąż miał rozczochrane po spaniu.

- Czemu się tak wydzieracie?

Harry wskazał mu nazwisko na drzwiach. Ron przez chwilę mamrotał pod nosem.

- …Black… R.A.B.! Znaleźliśmy go!

- Tak, właśnie mieliśmy zamiar tam wejść…

- No to na co czekacie?! – Ron szarpnięciem otworzył drzwi po czym wparował do sypialni.

Pokój wyglądał, jakby ktoś go pospiesznie przeszukał. Wszystko było wywrócone do góry nogami. Książki leżały na podłodze. Niektóre miały wydarte kartki i okładki. Poplamiony atramentem pergamin lepił się do mebli, a stare pióra i kałamarze walały się po wszystkich kontach. Na ścianie wisiał przedarty na pół plakat nieznanej Hermionie drużyny quidditcha.

- Wygląda na to, że ktoś nas uprzedził…

 

Hermi

*^*

Mam do was pytanie. Jeśli możecie, to odpowiedzcie jak najszybciej! :3

Wiecie, że 01.06. są drugie urodziny bloga? Z tej okazji szykuję dla was coś specjalnego :D . Ale przy okazji okazało się, że jeśli będę pisać rozdział, to nie zdążę z niespodzianką ;c. I mam do was zasadnicze pytanie: co wolicie?

Mieć szybciej rozdział, a na niespodziankę poczekać dłużej,
  czy
01.06 dostać niespodziankę, a na rozdział poczekać dłużej?

images (9)

Czekam, na odpowiedzi ;* .
Hermi

/*

Wczoraj nie mogłam wrzucić postu, więc dodaję go dzisiaj. 02.05, czyli wczoraj,  była już siedemnasta rocznica Bitwy o Hogwart. Chyba nie muszę wymieniać, jak wielu zginęło tego dnia.

/*

11128707_1466680406956029_3278881143174982536_n