Rozdział Czterdziesty

Hermionę obudziły promienie słońca, wpadające do salonu przez cienkie zasłony. Jęknęła cicho. Wciąż była zmęczona, a po spaniu na twardej kanapie, wszystko ją bolało.

Usiadła, mrużąc oczy. Ron wciąż smacznie chrapał, ale Harry’ego nigdzie nie było widać. Hermiona wstała i rozsunęła zasłony. Na Grimmauld Place trwał słoneczny poranek. Kobieta z wózkiem spacerowała chodnikiem. Z domu obok wybiegło kilkoro dzieci.

- Ron! Hej, Ron, obudź się.

Chłopak poruszył się.

- S-soooo? Która godzinaaaa?

Hermiona spojrzała na zegar.

- Ósma.

Ronald schował głowę pod poduszkę.

- No nieeee… Dlaczego mnie budzisz w środku nocy, kobieto?

- Przestań jęczeć. Gdzie jest Harry?

- Jak to gdzie? No, leży taaaam… – wciąż z głową pod poduszką wskazał ręką na kanapę.

- Raczej leżał. Dalej, rusz się i idziemy go poszukać. Mam nadzieję, że nie zrobił czegoś głupiego…

Ron zerwał się na równe nogi i rozejrzał się.

- Co?! Jak go nie ma?! – wykrzyknął, ale Hermiony już nie było.

Wyszła z salonu i zbiegła schodami do kuchni. Zapaliła różdżkę. Kiedy znalazła się poza zasięgiem słuchu pani Black, zaczęła wołać Harry’ego. Nikt nie odpowiedział. Rozejrzała się jeszcze trochę, po czym wróciła na górę.

Gdzie on może być? Miała nadzieję, że nigdzie nie poszedł sam. Jeśli wrócił do Nory…

Na pierwszym piętrze spotkała Rona. On też nie znalazł ani śladu Harry’ego.

- Harry! Harry, jesteś tam?! – krzyknęła w górę. Cisza.

Po obszukaniu dwóch pięter, wbiegła na samą górę. Może Harry jest w dawnym pokoju Syriusza?

Miała rację. Wpadła na niego w drzwiach.

- Harry! Gdzieś ty był? Czemu nie odpowiadałeś?

- Wołaliście mnie?

-TAK! Jakieś miliony razy. – Hermiona podeszła do barierki i krzyknęła w dół schodów – RON! Znalazłam Harry’ego!

- Świetnie! – rozległ się głos Weasleya. – Powiedz mu, że jest idiotą.

- Harry, Ron karze przekazać, że jesteś idiotą… Harry, co jest? – spytała na widok jego miny. Wpatrywał się w kartkę, którą trzymał w ręce. Wzrok miał jakby nieobecny.

- Spójrz.

Hermiona wzięła kawałek pergaminu, który okazał się być listem. Listem do Syriusza od… Lily Potter. Kiedy skończyła czytać miała łzy w oczach.

- Och, Harry…

Nie mogła się powstrzymać. Objęła go za szyję. Harry przez chwilę znieruchomiał, a potem przytulił ją mocno i oparł czoło na jej ramieniu. Dla Hermiony ta chwila mogła trwać wiecznie.

- Hermiono, popatrz na to.

Harry wpatrywał się w drzwi obok sypialni Syriusza. Dziewczyna puściła go i odwróciła się.

- Na co?

Harry wskazał na tabliczkę, przyczepioną na drzwiach. Była już trochę wyblakła, ale wciąż dało się przeczytać napis. Regulus Arcturus Black.

- Chwila… Regulus Arcturus Black… R.A.B. Harry, to jest to! Czyli, że tym, który wziął medalion jest brat Syriusza!

- Tak, tylko z tego co wiem to on nie żyje, a nie mamy kontaktu z Syriuszem. Cholera!

- Ale mamy coś! To pierwszy krok do odnalezienia medalionu! Trzeba przeszukać jego pokój…

Po schodach wbiegł Ron. Włosy wciąż miał rozczochrane po spaniu.

- Czemu się tak wydzieracie?

Harry wskazał mu nazwisko na drzwiach. Ron przez chwilę mamrotał pod nosem.

- …Black… R.A.B.! Znaleźliśmy go!

- Tak, właśnie mieliśmy zamiar tam wejść…

- No to na co czekacie?! – Ron szarpnięciem otworzył drzwi po czym wparował do sypialni.

Pokój wyglądał, jakby ktoś go pospiesznie przeszukał. Wszystko było wywrócone do góry nogami. Książki leżały na podłodze. Niektóre miały wydarte kartki i okładki. Poplamiony atramentem pergamin lepił się do mebli, a stare pióra i kałamarze walały się po wszystkich kontach. Na ścianie wisiał przedarty na pół plakat nieznanej Hermionie drużyny quidditcha.

- Wygląda na to, że ktoś nas uprzedził…

 

Hermi

2 Komentarze

  1. Nareszcie! Już myślałam, że się nie doczekam! :D
    No, ale warto było…
    To jest po prostu wspaniałe! <3
    Jedno z moich ulubionych opowiadań. Nie do opisania :')
    Teraz tylko czekać na następny rozdział :D

    Weny!

    Annie. ♥

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.