*Rozdział specjalny* „Wspomnienia”

- O nie. – jęknął Neville. – Gdzie jest Teodora?

Leżał płasko na ziemi i szukał ropuchy pod siedzeniem pociągu.

- Pomogę ci jej poszukać. – zaproponowała jedenastoletnia Hermiona Granger, zaglądając na półkę z bagażami. Poznała chłopca dopiero dzisiaj. Był trochę niezdarny, ale miły. Cieszyła się, że będzie kogoś znała w nowej szkole.

Kiedy przeszukali już cały przedział, postanowiła, że poszuka Teodory na korytarzu. Uważnie się rozglądając, przeszła przez pół pociągu i zatrzymała się przed losowymi drzwiami. Otworzyła je i stanęła w progu. W przedziale siedzieli dwaj chłopcy. Resztę siedzeń zajmowały słodycze wszelkiego rodzaju. Jeden z nich, który właśnie próbował czekoladowej żaby miał rude włosy i piegowaty nos. Drugi miał czarną czuprynę, zielone oczy i okulary.

- Cześć. Nie widzieliście ropuchy? Neville swoją zgubił.

- Nie. – rudy chłopak rzucił jej krótkie spojrzenie, po czym wrócił do objadania się. Ten drugi wciąż jej się przyglądał.

- Yyym… Wy jeszcze nie przebrani? Zaraz będziemy na miejscu. – powiedziała, chcąc podtrzymać rozmowę. Usiadła na przeciwko chłopców. – A tak w ogóle, to nazywam się Hermiona Granger.

- Ron Weasley. – mruknął rudy chłopak, patrząc na nią  niezbyt przyjaźnie.

- Harry Potter. – powiedział ten drugi. Wciąż przyglądał się Hermionie, której małe serduszko lekko drgnęło pod wpływem jej spojrzenia.

***

Harry spojrzał na spetryfikowaną Hermionę. Pustym, niewidzącym wzrokiem patrzyła przed siebie. Dotknął jej dłoni.

- Jak źle, że tu leżysz. Właśnie teraz. Kiedy jesteś nam tak bardzo potrzebna.

***

- Durny, durny, durny Weasley.

Hermiona siedziała nad książkami w bibliotece, ale nie miała głowy do nauki. Wciąż była wściekła, na Rona. Ten kompletny idiota uparł się, że jej kot, Krzywołap zjadł Parszywka. A mogło być tak dobrze. Już prawie się pogodzili po tej aferze z Błyskawicą, aż tu nagle wpadł Ron z zakrwawionym prześcieradłem i sierścią kota.

Westchnęła. To były chyba jej najgorsze, jak do tej pory, dwa tygodnie w Hogwarcie. Ani Harry, ani Ron nie odzywali się do niej. Jasne, czasem rozmawiała z Ginny, albo kimś innym, ale to nie to samo.

Ciężko jej było samej. Tęskniła za chłopakami.

***

Black wymierzył różdżką w Harry’ego. Hermiona zasłoniła go własnym ciałem.

- Jeśli chcesz go zabić, to musisz zabić i mnie!

***

- Expecto… Expecto Patronum! Hermiono pomóż mi! EXPECTO PATRONUM!

Z różdżki Harry’ego unosiły się tylko strzępki srebrnej mgły.

- Ex… pecto… Expecto… - Hermionie udało się stworzyć tylko kilka iskier. Zaczęło jej się robić ciemno przed oczami. Setki dementorów wciąż się do nich zbliżały. Osunęła się na kolana obok Syriusza. Upadłaby, ale Harry ją przytrzymał. Wciąż próbował wezwać patronusa. Kiedy Hermiona mdlała, czuła jak Harry mocniej ją przytula.

***

- Nie, nie, nie. To mi się wcale nie podoba. – mruknęła Hermiona w plecy Harry’ego.

Grzbiet Hardodzioba był gładki i łatwo było się ześlizgnąć, więc kurczowo obejmowała w pasie siedzącego przed nią chłopaka.

Harry parsknął śmiechem, kiedy usłyszał, jak mamrocze.

- Nie bój się. Nie spadniesz.

Spojrzała na niego. Tak słodko się uśmiechał.

***

- Harry!

Tłum wciąż ciągnął ją do przodu. Ręka Harry’ego wyślizgnęła się z jej dłoni, kiedy upadł. Przecież ludzie go stratują!  Jeden z irlandzkich namiotów przewrócił się tuż za Hermioną. Nie miała szans teraz po niego wrócić, mimo to szarpała się, kiedy Ron ciągnął ją dalej.

***

- Jak się czujesz?

- Chyba nie najgorzej…

- Dasz sobie radę…

Hermiona powiedziała to bez przekonania.

- Mhm…

Tak strasznie się denerwowała. Stała za kotarą namiotu dla reprezentantów. Starała się pocieszyć czwartego reprezentanta, ale była jeszcze bardziej zestresowana niż Harry.

Nic mu nie będzie… prawda? Tak dużo ćwiczyli, na pewno jest przygotowany. Wszystko będzie dobrze. Oczami wyobraźni widziała, jak smok rozrywa Harry’ego na strzępy.

„Nie ja nie wytrzymam!”

Odepchnęła kotarę i rzuciła mu się na szyję. Harry nie może umrzeć. Za bardzo jej na nim zależy.

***

 Ocknęła się, kiedy wypłynęła na powierzchnię. Rozległy się wiwaty. Krum ciągnął ją w stronę brzegu. Potem pomógł jej wyjść z wody. Owinięto ich ręcznikami. Szkolna pielęgniarka wcisnęła jej w ręce kubek z czymś gorącym.

- Wszystko w porządku? – spytał Wiktor.

Hermiona łyknęła z kubka. Napój od razu ją rozgrzał.

- Tak, wszystko dobrze.

Widownia ponownie krzyknęła. Z wody wynurzył się Cedrik z Cho. Kiedy dopłynęli do brzegu, Ludo Bagman oznajmił koniec wyznaczonego czasu. Hermiona dopiero teraz zauważyła, że Fleur stoi tuż obok. Wpadła w histerię i wyglądała, jakby zaraz miała wskoczyć do wody. Madame Maxime trzymała ją za ramiona.

Ale gdzie Harry z Ronem? Skoro wciąż jest pod wodą, to oznacza, że się nie zakwalifikuje! A co jeśli coś mu się stało? Albo zabłądził? Dlaczego Dumbledore nic z tym nie zrobi?

Powierzchnia jeziora zafalowała. Pojawił się Harry, Ron i mała,  blondwłosa dziewczynka, uderzająco podobna do Fleur. Hermiona odetchnęła z ulgą. Gdy tylko wyszli na brzeg, Fleur przytuliła dziewczynkę i zaczęła sprawdzać, czy nic jej nie jest. Hermiona natomiast podbiegła do Harry’ego. Ściągnęła z siebie ręcznik, założyła mu na ramiona i pocałowała go w czoło.

- Nic ci nie jest? Wszystko w porządku?

- Ta-ak. Ale jestem ostatni.

- Nie ostatni! Fleur nie poradziła sobie z druzgotkami.

Sędziowie burzliwie się naradzali. W końcu Ludo Bagman odwrócił się w stronę trybun i magicznie nagłośnionym głosem oznajmił:

- Cóż, mimo, że pan Potter wypłynął ostatni, to prawie jednogłośnie – tu spojrzał z odrazą na Karkarowa. – stwierdziliśmy, że należą mu się dodatkowe punkty, ponieważ uwolnił nie tylko swojego zakładnika, ale także zakładnika panny Delacour, która niestety musiała się wycofać. Tym samym zajmuje drugie miejsce razem z panem Diggory’m.

- Drugie miejsce! – Hermiona rzuciła się Harry’emu na szyję.

Tak, jeszcze jedno zadanie. Ale to już za nami. Teraz trzeba odpocząć.

***

- Hej, Hermi! Hermi! Poczekaj! – zdyszana Ginny dogoniła ją przy wejściu do wierzy Gryffindoru.

- No co jest?

- Cynamonowe jabłka. – podała hasło Ginny. Razem przeszły do Pokoju Wspónego. – Harry ma dziewczynę!

- Naprawdę?! Kogo? – Hermiona uśmiechnęła się szeroko.

Ginny była naprawdę podekscytowana.

- Cho Chang! Rozumiesz?!

- Haha, no najwyższy czas. Już traciliśmy nadzieję. Słuchaj, Gin, mam jeszcze dużo pakowania, a chcę zdążyć na ucztę. Pogadamy potem?

- Pewnie – ruda ruszyła w kierunku fotela przy kominku.

Z uśmiechem na twarzy Hermiona weszła do pustego dormitorium i zaczęła się pakować. To super, że Harry ma dziewczynę. Tak długo był sam. Taki świetny chłopak zasługuje na świetną dziewczynę. Na pewno będą razem szczęśliwi…

Ale skoro się uśmiecha, to dlaczego drży jej broda?

Skoro jest szczęśliwa, to dlaczego po policzkach płyną łzy?

***

- Nie. Nie! Harry, nie! – Hermiona cofała się, aż poczuła ścianę za sobą. – Nie, odłóż to. Tylko spróbuj, to cię zamorduję. Nie.

Gdyby tylko miała różdżkę… Ale zostawiła ją na stoliku, na drugim końcu Pokoju Wspólnego. Nie miała gdzie uciec. Harry zbliżał się nieubłaganie. W ręku trzymał… butelkę wody. Wszyscy na nich patrzyli. Ron i Ginny tarzali się ze śmiechu.

Hermiona pisnęła i wybrała drogę przez puste fotele przy oknie.

- Przepraszam! – krzyknęła, kiedy rozepchała sobie drogę pomiędzy dwoma piątoklasistami, siedzącymi na kanapie. Miała zamiar doskoczyć do stolika, na którym leżała różdżka, ale jej chłopak to przewidział. Zawróciła w stronę sypialni. Tuż przed nią na ziemi klękał Fred i sięgał coś z pod fotela. Hermiona w pełnej prędkość przeskoczyła przez niego i wpadła na ciemne schody.Była w połowie, kiedy Harry ją dogonił. Złapał ją, a po chwili poczuła wodę spływającą po włosach na kark. Odwróciła się.

- Wystarczy? – spytał Harry szczerząc zęby i podnosząc jeszcze w połowie pełną butelkę.

- Tak! Tak! Już! Co mam zrobić żebyś to odłożył?! – spytała roześmiana się Hermiona.

- Cóż… Myślę, że znasz odpowiedź.

Pocałował ją delikatnie, jakby prosząc o pozwolenie. W odpowiedzi przyciągnęła go mocno do siebie. Natrafiła plecami na ścianę. Harry jedną ręką objął ją w talii. Hermiona jedną wplotła w jego włosy.

Nagle drugą ręką Hermiona błyskawicznie wyrwała Harry’emu butelkę i wylała mu zawartość na głowę. Potem zataczając się ze śmiechu zbiegła schodami na dół.

***

- Um… Gin, chyba ktoś do ciebie!

- Co? – Ginny odwróciła się i spojrzała w tamta stronę. Uśmiechnęła się promiennie. – Oh, to ty Jake!

Podbiegła do chłopaka. Już miała go pocałować, kiedy przypomniała sobie co miała robić.

- Hermi, nie obrazisz się jeśli… Wrócę za pół godziny i ci pomogę! No może za godzinę… Ale skończę swoją część, tylko…

- No dobra, dobra! – roześmiała się Hermiona. – Idź.

Harry odprowadził ich wzrokiem, a potem podszedł do Hermiony.

- Jak idzie?

Hermiona wrzuciła garść wiśni do wiaderka.

- Wprost cudnie. Jeszcze tylko jakieś trzy ciężarówki.

- E, daj spokój, nie jest tak źle. Pomóc ci?

Hermiona roześmiała się.

- Nie, nie trzeba.

- O, Hermiono, kogo zabiłaś?

Znikąd pojawili się Fred i George. Fred wskazywał na czerwone od soku wiśniowego ręce Hermiony. George podkradł kilka owoców z wiaderka.

- Jeszcze nikogo, ale jeśli będziecie mi przeszkadzać, to nie obiecuję. – powiedziała Hermiona rzucając wiśniami w George’a.

- Okay, już, już. Spokojnie. Idziemy do miasteczka. Poznaliśmy ciekawe  koleżanki. – wyszczerzyli zęby.

Fred spojrzał najpierw na Hermionę, a potem Na Harry’ego i roześmiał się.

- Zostawiamy was samych. Tylko nie szalejcie.

Kiedy bliźniacy się oddalali, Harry pomagał Hermionie. Po chwili zaczęło padać. Od rana było duszno i zapowiadało się na deszcz. Godzinę temu zaczęły się zbierać ciemne chmury. Oboje uciekli, żeby się schować pod rozłożystą czereśnię. Siedzieli oparci o pień i słuchali bębnienia deszczu o liście. Harry ściągnął bluzę i dał ją dziewczynie.

Spojrzał na nią i zaparło mu dech w piersiach.

Była taka piękna.

Nie potrafił wyrazić tego słowami. Powiedzieć „cudowna” to za mało. Blada twarz, rumieniec, kropelki wody na rzęsach. Duże, orzechowe oczy, równe brwi. Delikatnie mokre włosy, lekki uśmiech. W za dużej bluzie i z kapturem na głowie…

- Jesteś taka piękna… – szepnął.

Hermiona spojrzała na niego i się zarumieniła.

- S-słucham?

- Jesteś przepiękna. – przysunął się bliżej i objął ją. – Hermiona, ja… Tak strasznie Cię kocham.

Dotknęła jego policzka. Miała ciepłą dłoń. Delikatnie musnęła ustami jego usta. Smakowała wiśniami.

- Ja też cię kocham, Harry.

Ten szept sprawił, że poczuł ciepło rozlewające się po ciele. Nigdy tego nie słyszał. Pewnie rodzice mówili mu to, kiedy był mały. Ale nie pamiętał. A teraz… Aż do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że potrzebuje miłości czy czułości, a teraz…

Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Chciał już nigdy jej nie wypuszczać. Bo teraz czuł, że ma przy sobie kogoś, dla kogo jest najważniejszy.

2 Komentarze

  1. Łoooł, bardzo fajny blog, akurat dzisiaj go znalazłem, pisz dalej, bo Ci to wychodzi, a masz do tego talent, pozdrawiam ;).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.