c:

Woooow! Właśnie dobiliście 40 000 O.O Nie wierzę. Macie moc ;3. Zmieniłam wygląd bloga. Jak się wam podoba? Wolicie może coś innego?
Kocham Was ;3 

lovelz

Hermi

Rozdział Trzydziesty Dziewiąty

Proszę, długo wyczekiwany rozdział ;3

Ron zerknął na Harry’ego niepewnie.

- Myślisz, że Grimmauld Place to dobry pomysł?

Wciąż byli w kawiarni. Hermiona była zbyt skupiona, żeby ich słuchać. Przykucnęła przy nieprzytomnej kobiecie. Już skasowała pamięć śmierciożercą i zastanawiała się co zrobić z kelnerką. Nie chciała usuwać jej wszystkich wspomnień, zresztą nieuleczalnie. Spróbowała zminimalizować szkody zaklęcia i  wymazała z jej głowy tylko ten tydzień. A przynajmniej miała nadzieję, że jej się to udało.

Wyprostowała się.

- Gotowe.

Harry i Ron naprawili większość szkód. Stoliki i fotele były z powrotem na swoich miejscach, pęknięte szyby zostały sklejone, a rozlana na podłodze kawa zniknęła.

- Dobra, po dzisiejszym dniu mogę to spokojnie stwierdzić. Hermiona, jesteś genialna.

- Dziękuję. – Hermiona odwzajemniła uśmiech. – A teraz przejdźmy do spraw ważnych. Jak oni nas znaleźli?

- Może Harry wciąż ma na sobie namiar?

Harry zamyślił się.

- Nieee, namiar znika w dniu siedemnastych urodzin. Może lepiej wynośmy się stąd. Potem się zastanowimy. Grimmlaud Place?

Hermiona westchnęła.

- Chyba innej opcji nie mamy.

Chwilę potem stali na progu domu numer 12. Powoli weszli do środka. Drzwi otworzyły się, skrzypiąc przeraźliwie. W środku wszystko było zakurzone. Nikt nie mieszkał tu od dawna. Na końcu korytarza wisiał zasłonięty obraz matki Syriusza. Było nienaturalnie cicho. Nie tykały zegary, nigdzie nie było Stworka.

- Szalonooki założył tu jakieś pułapki, nie? – szepnął Ron.

Harry rozejrzał się.

- Nie wiem. Faktycznie Lupin mówił coś takiego…

Nagle kurz unoszący się nad dywanem zawirował.

- Severus Snape?

Szept, który napłynął z ciemności, był Szeptem Szalonookiego. Przerażeni  cofnęli się.

- Nie jesteśmy Snape’em! – wychrypiał Harry. Owinął ich zimny podmuch. Z dywanu uniosła się wysoka, szara przerażająca postać. Hermiona krzyknęła i cofnęła się, upadając. Zaraz po niej wrzasnął portret pani Black na końcu korytarza. Szara postać sunęła ku nim coraz szybciej. Długie włosy i broda rozwiewały się do tyłu, w zapadniętej twarzy widniały puste oczodoły. Wyciągnęła widmową rękę w stronę Harry’ego.

- Nie! To nie my cię zabiliśmy! – krzyknął Harry. Postać eksplodowała, zmieniając się w obłok kurzu. Harry zaczął kaszleć. Hermiona chwiejnie podniosła się z podłogi. Drżała. Zauważyła, że Ron też dygoce. Pani Black nie przestawała wrzeszczeć:

- Szlamy, parszywe szczury! Hańbią mój dom…

- ZAMKNIJ SIĘ! – ryknął Harry, celując w nią różdżką. Huknęło, a zasłony na portrecie natychmiast się zasunęły, uciszając ją.

- Czy… czy to był… – wyjąkała Hermiona.

- Tak. – powiedział Harry. – Ale to tylko widmo. Pewnie miało odstraszyć Snape’a.

Hermiona spojrzała na kawałek dywanu, z którego wychynęło wcześniej widmo. Wycelowała różdżką przed siebie.

- Homenum Revelio!

Nic się nie stało. Ron spojrzał na nią dziwnie.

- Eee… Hermiona, ja wiem, że jesteś w szoku, ale co to miało być?

- Zrobiłam to, o co mi chodziło. – prychnęła Hermiona. – To zaklęcie wykrywające czyjąś obecność.

Harry rozejrzał się po korytarzu i ruszył w stronę schodów.

- Wygląda na to, że jesteśmy tu sami. Słuchajcie, jest środek nocy, może pójdziemy spać?

- To nie najgorszy pomysł. – Hermiona zastanowiła się przez chwilę. – Może wszyscy położymy się w salonie? Boję się spać sama.

- Nie ma sprawy.

***

Hermiona za nic nie mogła zasnąć. Chociaż była padnięta, to dzisiejsze przeżycia nie pozwalały jej odpocząć. Zerknęła na stary zegar wiszący na ścianie. Było zbyt ciemno by dostrzec wskazówki. Odwróciła się na drugi bok. Sprężyny starej sofy zaskrzypiały.

Przez okno do salonu wpadało słabe światło księżyca. Harry spał na przeciwko niej, a Ron chrapał pod ścianą. Spojrzała na zarys Harry’ego. Czy jeśli poszła z nimi, to znaczy, że znów będą razem? A może on na razie tego nie chce? Powinna zrobić pierwszy krok? A może zaczekać, aż sam coś zrobi?

Otuliła się ciaśniej kocem.Wydawało jej się, że trwało to wieczność, ale w końcu odpłynęła w niespokojny sen.

sleepwatchmed

Hermi

Rozdział w tym tygodniu!

Na bank. A jeśli nie będzie, to na gacie Merlina, możecie ze mną robić, co chcecie!

Dziękuję za tyle odsłon ;3 Aktualnie jest ich: 38697 i 226 komentarzy o.e Jaaaaa nei (taq, nei xd) mogę jak dużo! :D Dziękuję, dziękuję, dziękuję, kocham Was! Wszystkich was przyyyytulam ;3

A właśnie! Baaaardzo proszę o więcej komentarzy, bo strasznie mnie motywują ;) Jeden komentarz i ćwiartka rozdziału napisana xD

images (2)

Przytulasy,
Hermi

Oj Miśki c:

Hermi powróciła! Odzyskała komputer i telefon. I teraz jest szczęśliwa. Dziękuję za komentarze. Za tyle odsłon. Za Was, moi czytelnicy c: Piszę rozdział. Trudno, najwyżej jutro nie wstanę do szkoły xD. 

A tak w ogóle, to staram się poprawiać, te pierwsze rozdziały ;)

Lekko spóźnione:

10264964_300992946715338_2345430183304701324_n

Wasza Hermi

Rozdział Trzydziesty Ósmy

Tak, tak. Pisanie ostatnio mi nie idzie. Przepraszam!

Szklanka wypadła z ręki Hermiony. Zaczęła biec przez tłum teleportujących się czarodziejów. Szukała pośród nich dwóch znajomych twarzy.

- HARRY! RON!

- HERMIONA!

Odwróciła się i zobaczyła jak biegną w jej stronę. Chwyciła ich za ręce i teleportowała się. Pierwszym miejscem jakie wpadło jej do głowy, była Tottenham Court Road. Dlaczego akurat tutaj? No tak! Chodziła tu do kina z rodzicami.

Oddech w płucach powrócił i stanęli na twardym gruncie, wśród tłumu. Rozejrzała się i dostrzegła uliczkę, gdzie nikogo nie było.

- Chodźcie, trzeba się przebrać w normalne ciuchy.

Ron spojrzał na nią wymownie.

- Ciekawe skąd je weźmiesz?

Hermiona miała na twarzy coś w stylu uśmieszku mordercy. Ruszyła w stronę pustej uliczki, a chłopcy pobiegli za nią. Gdy znaleźli się już poza zasięgiem wzroku, wyciągnęła małą, fioletową torebkę i ku zdziwieniu chłopców, włożyła do niej rękę aż po łokieć.

Hermiona uśmiechała się szeroko podając im ubrania.

- Co, opadła troszkę szczęka?

- Jak ty to…

- Zaklęcie zmniejszająco -zwiększające.

Na ulicę wrócili przebrani. Ron się rozejrzał.

- To co? Gdzie teraz?

- Musimy wrócić do Nory.

- Oszalałeś? Harry, nie! – Hermiona pokręciła energiczne głową. – Posłuchaj, wiem, że chcesz im pomóc, ale będą o wiele bezpieczniejsi, jeżeli nas tam nie będzie.

- Może macie rację…

Hermiona położyła mu rękę na ramieniu.

- Będzie dobrze. Hej, tam jest jakaś kawiarnia. Może usiądziemy i tam pogadamy?

- Dobry pomysł! – zgodził się Ron.

Przeszli przez ulicę i weszli do małej kawiarenki. Poza nimi nikogo tu nie było. Czerwone stoliki stały puste. Kelnerka nuciła za barem. Kiedy usiedli, podeszła do nich.

- Co podać?

- Trzy cappuccino, poproszę. – odpowiedziała Hermiona bez zastanowienia. Kelnerka wróciła za bar.

- To gdzie teraz? Do Dziurawego Kotła? – spytał szeptem Ron.

Harry obejrzał się, zerkając na drzwi wejściowe. Hermiona także nie czuła się zbyt komfortowo, siedząc tyłem do wejścia. Miała wrażenie, że ktoś przez nie wbiegnie miotając im zaklęciami w plecy.

- Skoro Voldermort ma w szachu cały świat magii, to chyba niezbyt mądrze byłoby się pokazywać w jakimkolwiek miejscu publicznym. – Potter się zamyślił. – A może by tak Grimmauld Place?

- No nie wiem, stary. Nie uśmiecha mi się tam wracać.

Zadzwonił dzwonek powieszony przy drzwiach i do kawiarenki weszli dwaj robotnicy. Przeszli obojętnie przez pomieszczenie i stanęli przy ladzie. Hermiona oderwała od nich wzrok.

- Mi też nie, ale to chyba najrozsądniejsze wyjście.

Nagle jedne z mężczyzn lekko poruszył ręką. Ledwo zauważalnie coś wysunęło mu się z rękawa.

- PADNIJ! – wrzasnął Harry i w tym samym momencie koło głowy Rona świsnęło zaklęcie.

Siła wybuchu wysadziła stolik w powietrze. Harry, Ron i Hermiona wylądowali w trzech innych końcach kawiarni. „Robotnicy” wskoczyli za ladę. Miotali zaklęciami na wszystkie strony.

- Drętwota! – Hermiona trafiła jednego z nich. Drugi roztrzaskał szybę za nią. Położyła się płasko za fotelem, żeby uniknąć zaklęcia. Chwilę później Ron niechcący trafił kelnerkę. Harry sparaliżował ostatniego przeciwnika.

Cała trójka powoli się podniosła.

- Śmierciożercy! Czy oni muszą być wszędzie?! Jak oni nas tu w ogóle znaleźli?! – wrzasnął Ron i podszedł do sparaliżowanej kelnerki. – Wybacz. Osobiście nic do ciebie nie mam…

Hermi

O.O

Nie wierzę! Chciałabym serdecznie podziękować ♡ Hermiona Potter ♡  za tyle komentarzy! Napisała ich aż 26! Dla takich ludzi właśnie piszę ;3 Dziękuję.

Tak, tak, wiem, że dawno nie było rozdziału, ale zasypują nas sprawdzianami, a ja muszę podciągnąć oceny ;-; (Mama wcale mi nie grozi, no skąd). Mam nadzieję, że się za bardzo nie gniewacie, nie? ;*

Harryxhermione-hermione-grangers-men-693248_732_521

Wasza Hermi

c:

Hejo, Wizzy! Co u was? Macie już ferie? Ja od tygodnia śmigam na stoku :D
Dzisiaj postanowiłam sobie przeczytać swoje wypociny sprzed ponad roku. No zaczęłam, pierwszy rozdział, fajnie, jest okay. Ale jak zobaczyłam ten brak przecinków i ten język… złapałam się za głowę xD

Chciałam was przeprosić, że zablokowałam komentarze pod ostatnim rozdziałem. Wybaczcie, jestem głupia xD I potem się zastanawiałam, czemu nie ma anie jednego komentarza… Nevermind.

Myślę, że może zrobię jakąś listę obecności, albo stronę na pytania i propozycje. Co myślicie?

pobrane (3)

Magicznych ferii!
Hermi

Rozdział Trzydziesty Siódmy

WESOŁYCH ŚWIĄT! Znalazłam sprzęt i nawiedziła mnie wena, więc piszę. I oto skończyłam: 

Zgodnie z zapowiedzą państwo Delacour przyjechali wieczorem. Po wielu uprzejmościach i zapoznaniu każdego z każdym umiejscowili się w sypialni państwa Weasleyów, podczas gdy oni przenieśli się do salonu.

Przy kolacji panowała radosna atmosfera. Pan Weasley i pan Delacour rozmawiali radośnie przy końcu stołu, podczas gdy ich małżonki opowiadały sobie o czymś żywo gestykulując.

Hermiona nie miała nastroju do żartów. Grzebała widelcem w obiedzie. Miała dziwne przeczucie, że stanie się coś złego. Fred spojrzał na nią badawczo, kiedy wszyscy oprócz niej wybuchnęli śmiechem po historii Georga.

- Co ci jest? – spytał znad deseru.

- Nic, tylko jestem trochę zmęczona.  - Hermiona wymusiła uśmiech.

Fred nie wyglądał na przekonanego, ale już o nic nie pytał. Jeszcze jedna osoba jej się przyglądała. Harry, siedzący dwa krzesła dalej po przeciwnej stronie stołu, nie spuszczał jej z oczu. Spojrzała na niego z miną „No co?”. Uśmiechnął się i zajął rozmową z Ronem.

W końcu uznała, że nic nie da siedzenie tu jak kołek, więc podziękowała i poszła na górę. Wzięła prysznic, założyła piżamę i położyła się do łóżka. Nie była śpiąca. Zrobiła to tylko po to by się czymś zająć. To uczucie było nie do zniesienia! Przeszywająca myśl, że stanie się coś okropnego. Tylko co? I kiedy?!

Po jakimś czasie do pokoju weszła Ginny.

- Hej, jeszcze nie śpisz?

- Jakoś nie mogę zasnąć.

- Ginny, zapomniałaś różdżki… – pani Weasley weszła bez pukania – O, jeszcze nie śpisz, Hermiono? Powinnaś odpocząć, bo jutro będę potrzebować waszej pomocy.

Po tych słowach wyszła. Hermiona wzięła poduszkę i zaczęła w nią krzyczeć.

- Łołołołołoł! Hermi, spokój. O co chodzi? – Ginny usiadła obok niej i wyrwała jej poduszkę.

- Ja… Czemu twoja mama jest dla mnie TAKA?

- Wiesz… – Ginny zarumieniła się i nie patrzyła Hermionie w oczy. – Ona… Tak mi za nią wstyd, Hermiono! Na prawdę! Ale ona… Ubzdurała sobie, że mam chodzić z Harrym…

Po chwili niezręcznej ciszy odezwała się Hermiona.

- A ty… Chcesz z nim chodzić?

- Co?! Nie! Nie! To jest TWÓJ chłopak! Nie! To znaczy, gdyby nim nie był, to też bym nie chciała! Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!

- Okay, spokojnie! – roześmiała się Hermiona. – Więc tylko dlatego była dla mnie taka… niemiła?

- Tak mi za nią wstyd! Przepraszam cię!

- Nic się nie stało! To co? Może faktycznie się już połóżmy?

- Jasne. Tylko pójdę się umyć – Ginny się uśmiechnęła i wyszła. Hermiona opadła na poduszki z nadzieją, że uda jej się dzisiaj zasnąć.

***

Wesele trwało w najlepsze. Było już blisko północy. Goście śpiewali, tańczyli, pili, śmiali się. Bill i Fleur przeżywali najpiękniejszy dzień swojego życia. Suknia panny młodej była podziwiana przez wszystkich. Trzeba przyznać, że Flaur wyglądała olśniewająco na co dzień, ale dziś nikt nie mógł jej dorównać urodą. Billa nikt od dawna nie widział tak szczęśliwego.

Hermiona, ubrana w czerwoną sukienkę, krążyła po namiocie weselnym. Nie mogła usiedzieć w miejscu. Czuła się podobnie tylko raz, kiedy Harry wchodził do labiryntu na Turnieju Trójmagicznym. Tylko teraz o wiele słabiej. Narastający niepokój nie pozwalał jej się na niczym skupić. Na wszelki wypadek spakowała wszystko do powiększonej magicznie torebki. Wrzuciła tam nawet plecaki Harry’ego i Rona.

- Mogę panią prosić? – spytał mężczyzna wymyślnej fryzurze.

- Przepraszam, ale dopiero zeszłam z parkietu. – skłamała Hermiona. Rozejrzała się po zaludnionej sali w poszukiwaniu Harry’ego. Za jakieś dziesięć minut przestanie działać Eliksir Wielosokowy, więc powinien zażyć kolejną porcję. Ron też gdzieś przepadł. Co robić? Wzięła szklankę z piwem kremowym z najbliższej tacy i wypiła łyk.

Nagle przez ścianę namiotu wpadł srebrny ryś. Wszystko ucichło. Wszyscy wpatrywali się w patronusa, który odezwał się głosem Kingsleya Sacklebolta:

- Ministerstwo upadło. Minister Magii nie żyje. Nadchodzą…

Ryś rozpłynął się w powietrzu. Przez krótką chwilę wszyscy zamarli, a potem wybuchł chaos.

images (11) Fleur_w_swojej_sukni_ślubnej Tumblr_lfqw6x1PMt1qcn4azo1_500

Jestem taka głupia! Zapomniałam oczywiście o testamencie i urodzinach Harry’ego ;-; Okay, okay, no dobra. Uznajmy, że nic się nie stało i wszystko wydarzył o się tak jak w książce ;-;

;-;

Przepraszam, ale mam szlaban na komputer i komórkę, więc odrobinę się spóźnię z rozdziałem. Jestem pewna, że do Świąt jakoś coś wykradnę, ale w razie czego: WESOŁYCH I MAGICZNYCH ŚWIĄT!
Ps.: Natalia (uczestniczka konkursu) jest proszona o wejście na pocztę :)
Hermi

1c05430068367781a053fa3353e50fb9

Rozdział Trzydziesty Szósty

Usłyszała krzyk Ginny zza drzwi, ale nie przejmowała się tym. Ściskając w ręce kartkę z wyjaśnieniem Cho, zbiegła piętro niżej. Zapukała do pokoju Rona.

- Proszę!

Harry siedział już ubrany na łóżku i czytał Quuidditch przez wieki. Rona nigdzie nie było widać.

- Hermiona…

- Harry, już wiem! – Hermiona podbiegła do niego i podała mu kartkę. Kiedy czytał, jego oczy stawały się coraz większe.

- Wiedziałem! – krzyknął, chwycił Hermionę w ramiona i zawirował z takim zapałem, że stopy dziewczyny oderwały się od ziemi. – Przez cały czas wiedziałem, że tego nie zrobiłem, tylko nie mogłem sobie przypomnieć…

- To już nie ważne. Tak się cieszę!

- Przepraszam. Tyle musiałaś wtedy wycierpieć…

- To nic.

Wtuliła twarz w jego pierś i wdychała jego zapach. Po policzkach ciekły jej łzy szczęścia.

Nagle drzwi się otworzyły i weszła pani Weasley.

- Och… myślałam, że nikogo tu nie ma. Hermiono, skoro wstałaś, jesteś mi potrzebna.

Zarumieniona dziewczyna odsunęła się od Harry’ego.

- To, do zobaczenia… – ruszyła w stronę drzwi, ale Harry, najwidoczniej nie przejmując się panią Weasley, złapał ją i jeszcze raz przytulił.

- Cieszę się, że wszystko się wyjaśniło. – szepnął. Hermiona uśmiechnęła się.

- Może już pójdę, bo czuję, jakby ktoś mi wiercił wzrokiem dziurę w plecach. – powiedziała tak cicho, żeby pani Weasley nie usłyszała. Po chwili wyszła z nią z pokoju.

Kiedy Hermiona była już ubrana, razem z Ginny zeszły do kuchni. Pani Weasley dała wszystkim masę pracy. Sama biegała po całym domu i poprawiała niedociągnięcia. Wieczorem miała przyjechać rodzina Fleur, więc wszystko musiało być perfekcyjne.

Około drugiej, kiedy ścieliła łóżka na drugim piętrze, wszedł Ron.

- Hej, nie zmęczyłaś się? Zwędziłem mamie parę pączków. Jak będziesz chciała się do nas przyłączyć, to siedzimy w krzakach za domem.

Hermiona zaśmiała się cicho.

- Aż tak boisz się swojej mamy?

- Co? Nieee… To co? Idziesz?

- Jasne.

Wyszli na dwór (unikając pani Weasley) i skierowali się w stronę podwórka za domem. Faktycznie, za paroma gęstymi krzewami siedział Harry, a obok niego leżał talerz z pączkami.

- Widzę, że nie żartowałeś z tymi krzakami. – mruknęła Hermiona.

Harry wybuchnął śmiechem.

- Nie żartował. Na serio boi się swojej mamy.

Siedzieli i śmiali się, póki wszystkie pączki nie zniknęły.

- I co z horkruksami? – odezwał się Ron.

Harry spojrzał na niego ze zdziwieniem.

- Jak to co?

- No… ja bym wolał zabrać Hermionę..

- Jestem za! – odezwała się dziewczyna.

Harry westchnął.

- A ja nie. Nie zaczynajcie znowu. Wolę, żebyś była bezpieczna.

- Aha, a moje bezpieczeństwo się nie liczy?! – oburzył się Ron.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

- A tak na poważnie, to…

- CO WY TU ROBICIE?! RONALDZIE WEASLEY, CZY TY MASZ NA TWARZY KREM Z MOICH PĄCZKÓW?! NATYCHMIAST DO ROBOTY!

Hermiona, Harry i Ron wystrzelili jak z procy gonieni przez krzyki pani Weasley.